Dziś w pasku info: Podwyżka rent i emerytur 3,1%, czyli średnio na emeryta 50 złotych
Kto dostanie rzeczywistą wysokość "średniej"? Czy dobrze liczę? Wychodzi mi, że 50 złotych podwyżki dostaną emeryci, którzy biorą emeryturę w wysokości 1612 złotych.
Może na ekonomii nie znam się, ale przeprowadzę wyliczenia na tzw. "chłopski rozum".
Ten kto dostaje emeryturę 650 zł dostanie podwyżkę przeszło dwukrotnie mniejszą: 20 złotych i 15 groszy! Co to byłaby dla takiego emeryta suma 50 złotych? Oczywiście, to byłaby dla niego znaczna suma, czasem ratująca życie!
Wiemy, że 650 złotych, to suma, która nie wystarcza na podstawę egzystencji: aby się ogrzać, minimalnie zjeść aby przeżyć, i komu już na lekarstwo nie wystarczy.
Przykład 3000-złotowej emerytury pokazuje, że tu podwyżka 3,1% wyniesie 93 złote. Co to jest dla takiego emeryta 93 złote? lub 50 złotych? W obu wypadkach śmieszna suma, prawda?
Czy uważacie panowie rządzący, wszyscy Rostowscy naszego wspólnego budżetu, że zatwierdzanie podwyżek procentowych, jest sprawiedliwe?
Dlaczego, aby zwiększyć kwoty dla tych najbiedniejszych, nie wyznacza się granicy emerytury, którą nazwałbym "dostatniej", powyżej której podwyżki nie obowiązują?
Dlaczego tej samej ogólnej sumy, przeznaczonej na podwyżki w ramach budżetu, nie dzielicie na zasadzie: ci co mają najmniej dostaną proporcjonalnie najwięcej, i odwrotnie?
Albo przynajmniej, nie dzielicie kwotowo po 50 złotych na osobę biorącą emeryturę?
To jest solidarne państwo???

Decyzję podjąłem już wtedy, gdy zielony pasikonik zdecydował efektownym skokiem opuścić czerwony kwiat ozdobnego maku.
System książeczkowy bardzo niewygodny i przedłużający liczenie głosów. Przepis, aby partie mogły wystawiać po 40. kandydatów – idiotyczny!
Niech sprawiedliwi weselą się w Panu!
Pan króluje, wesel się, ziemio,
radujcie się, liczne wyspy!
Obłok i ciemność wokół Niego,
prawo i sprawiedliwość podstawą Jego tronu.
Niech sprawiedliwi weselą się w Panu!
Ps 97, 1-2. 5-6. 11-12
Pozdrawiam.
W prosty sposób można policzyć, że po 5 latach i 3,1% corocznej waloryzacji, emerytowany np. górnik będzie przy takiej logice miał świadczenie netto nie 3000 a 3500 zł. A jakiś tam Kowalski wzrost z 1400 na 1630.
TO JEST JAKIŚ UPIORNY ABSURD!
UPIORNY! Po 10 latach różnice będa nadal rosły i osiągną: górnik 4070 a Kowalski 1900. Wszystkim urośnie o 3,1%, ale jednym realnie o 500 zł, a drugim 1070.
To nienormalne.
Dokładnie to samo z podwyżkami np. w mojej firmie - jeden na stawce 2500 zł dostanie 3% podwyżki inflacyjnej tj. 75 brutto, drugi na 5500 zł otrzyma 165 brutto - TE SAME 3%.
Po dziesięciu latach takiej "sprawiedliwości" okazuje się, ze ten pierwszy pracuje za 3360, a drugi 7400. Wzrost - "sprawiedliwie", po 3%.
Realnie przepaść w dochodach zwiększa się o 34%.
System procentowy jest z gruntu oszukańczy, szczególnie jeśli dotyczy emerytur wypłacanych z budżetu.
Również w firmach, gdzie wskaźniki wzrostu wynagrodzeń są wyrażane procentami, rozwarstwienie się zdecydowanie, rok po roku zwiększa.
Po 30 latach pracy w jednej firmie, dwaj pracownicy - na stawkach 2500 i 5500 zł - realnie oddalają się od siebie, by w 30. roku pracy różnica w przyroście wynagrodzenia wyniosła 430%.
Pzdr.
Zadaniem władzy i państwa powinno byc pilnowanie by rozwarstwienie, przepaść między jednymi i drugimi nie wzrastała, szczególnie w przypadku WSZELKICH świadczeń wypłacanych przez państwo (emerytur, rent, budżetówki etc.).
Również polityka fiskalna państwa winna być tak skonstruowana, by nieuzasadniony wzrost rozwarstwienia minimalizować w przedsiębiorstwach.
W Excelu w 15 minut mozna stworzyc model, który jasno pokazuje, do jak absurdalnych liczb dochodzi się w perspektywie 30-40 lat, jeśli jakiekolwiek świadczenie - wypłata z etatu, umowa o dzieło, kontrakt, cokolwiek - jest cyklicznie waloryzowane procentowo.
Jesli w wiekszości firm podwyżki dla pracowników sa przyznawane procentowo, to jaka logika kieruje tymi, którzy dając 5% "robolowi" dają mu np. 100 zł, a jego kierownikowi 200-300 - czyli niby te same 5%?
To nie jest żaden proporcjonalny i sprawiedliwy wzrost, to jest pogłębianie NATURALNYCH, OCZYWISTYCH I POTRZEBNYCH dysproporcji płacowych.
POGŁĘBIANIE, a nie UTRZYMYWANIE.
W tym problem.
Tak, celowo napisałem to z perspektywy "zwyczajnego wyborcy". Celowo. Napisałem przecież: Może na ekonomii nie znam się, ale przeprowadzę wyliczenia na tzw. "chłopski rozum". Żeby sprowokować takich jak Pan fachowców, do zajęcia się sprawą i do napisania na swym blogu więcej, już na wyższym poziomie. Zachęcam i pozdrawiam!
Polecam więcej na blogu Archanioła: http://alfabetmuskata.nowyekran.pl/post/4864,system-emerytalny. Ten wyjątek z jego nowego posta.
Na pańskim przykładzie.
Jeśli zmienimy sposób waloryzacji rent i emerytur z procentowego na kwotowy, to Ci, którzy nie otrzymają waloryzacji pozwą Pana do sądu, ponieważ nie ma z obiektywnego punktu widzenia, żadnych przesłanek, które powodują, że mają mieć co roku realnie niższe świadzenia. Stałoby się tak wyłacznie dlatego ponieważ, ktoś musi mieć wyższe, a Pństwo nie dysponuje odpowiednim budżetem na ten cel. To jest szeroki problem społeczno gospodarczy, i jeśli chcemy go zmieniać to ja nie mam nic przeciwko, tylko zmieniajmy go całościowo. Powiedzmy lepiej sytuaowanym, zamożnym, bez wględu czy są aktywni zawodowo czy już nie, że od tej pory ich kosztem my jako Państwo zamierzamy zmniejszać wskaźnik dyspersji średniego wynagrodzenia czy świadczenia socjalnego w Polsce.
Sorry, ale ja jestem daleki od najwyraźniej dominującego w twojej głowie XIX wiecznego liberalizmu.
Przypomnę - rozmawiamy GŁOWNIE o świadczeniach wypłacanych z BUDZETU PAŃSTWA.
Doprawdy - dlaczego jedni-uprzywilejowani mają dostawać w tego budżetu WIĘCEJ, od innych któzy szczęscia nie mieli - NIE WIEM.
/ "Jeśli zmienimy sposób waloryzacji rent i emerytur z
/ procentowego na kwotowy, to Ci, którzy nie otrzymają
/ waloryzacji pozwą Pana do sądu, ponieważ nie ma z
/ obiektywnego punktu widzenia, żadnych przesłanek,
/ które powodują, że mają mieć co roku realnie niższe
/ świadzenia."
Oczywista bzdura. Otrzymując np. kwotową podwyżkę 100 zł REALNIE dostają większe świadczenie.
TO właśnie zasada procentowych waloryzacji łamie konstutucyjną zasadę równości. Niestety.
Pisze pan dodatkowo bzdury, że to kosztem lepiej zarabiających zmniejsza sie w ten sposób poziom dyspersji świadczenia emerytalnego.
JAKIM "ICH" KOSZTEM, jeśli póki co - i jeszcze dłuuuugo - są emerytami BIORĄCYMI świadczenie niekapitałowe, pochodzące z bieżących wypłat z budżetu państwa?
Operujemy na liberalnych abstraktach podręcznikowych, czy jednak skupimy się na rzeczywistości?
Pan po prostu uważa, ze procentowe drastyczne zwiększanie rozpietości dochodowych między ludźmi w perspektywie 20-30-40 lat (czyli jednej kariery zawodowej) jest JAK NAJBARDZIEJ OKI, tak?
No to chyba się nie dogadamy.
Jeśli jesteś w stanie uzasadnić mi, DLACZEGO sprawiedliwym i logicznym ma być realny wzrost dochodów emeryta/pracownika ma wynieść np. w ciągu 15 lat 1000 zł, a innego - waloryzowanego identycznie - 2000-3000 zł, to chętnie posłucham.
może się czegoś nauczę.
Obawiam się jednak, że musielibyśmy najsampierw zdefiniować, czym dla pana jest sprawiedliwość. I tu pojawiają się moje obawy, czego się spodziewać...
Zdradze panu swój pogląd na przykładzie - uważam, ze nie jest sprawiedliwym i normalnym system, w którym tylko z tytułu pełnienia funkcji kierownika w 10-osobowym dziale należy się 2,5-krotność płacy podległych pracowników. Odpowiedzialność odpowiedzialnością, ale jakim cudem jedni muszą zdychać np. za 1500, a ich obermajster buja w obłokach za 4000.
Nazwij mnie komunistą czy lewakiem. Trudno.
Tymczasem Polaska jest krajem o jednych z najwyższych rozpiętości dochodów w Europie i cywilizacji zachodniej w ogóle. Ostatnio gdzieś czytałem, że 10% najlepiej zarabiających dysponuje dochodami OŚMIOKROTNIE wyższymi, niż 10% najniżej opłacanych.
Dla ciebie to stan normalny, a dla mnie kompletnie upiorny i absurdalny.
Jeśli istnieje takie prawo, które pozwala na wzywanie do sądu za wprowadzenie bardziej sprawiedliwego, solidarnościowego systemu emerytalnego to trzeba zmienić prawo, które ustanowiło lobby mające w tym swój grupowy interes.
A myślenie inwestora giełdowego zamienić na myślenie w systemie repartycyjnym zwany solidarnościowym.
Pisze Pan: "ktoś musi mieć wyższe, a Pństwo nie dysponuje odpowiednim budżetem na ten cel". Swoje wyliczenia "na chłopski rozum" lub propozycje zmian oparłem na tym budżecie, który fizycznie/faktycznie w tej chwili został podzielony.
Problem jednak w tym, że na dłuższą metę jałmużna jest nieskuteczna.
Jeśli komuś nie odpowiada praca za wielokrotnie mniejszą płacę od swojego szefa to powinien zostać szefem, albo przestać pracować. Jeśli natomiast pracuje to znaczy, że mu ta sytuacja odpowiada. Wracając jeszcze do kwotowej waloryzacji. Napisałem, iż realnie zmniejsza siłę nabywczą lepiej zarabiających, ponieważ, jeśli ktoś kto ma emeryturę na poziomie 40000 tys. miesięcznie otrzyma podwyżkę w wysokości 100 zł. ,a inny ze świadczeniem 900 złotych otrzyma również 100 zł. to stosunek sił nabywczych się niewątpliwie zmieni. Ja osobiście zgodziłbym się na to, ale wiem, że znakomita większość majętniejszych emerytów miałaby delikatnie mówiąc spore wątpliwości. W tym przykładzie mamy również do czynią z problem następującej natury. Czy jeśli czyjeś dochody w trakcie aktywności zawodowej były na poziomie powiedzmy pierwszego centyla rozkładu wynagrodzeń, to czy po przejściu na emeryturę przyszli emeryci mają spowodować, że jego świadczenie emerytalne znajdzie się na poziomie drugiego centyla rozkładu emerytur z tendencją rosnącą?
/ odpowiada.
To jest jakiś idiotyzm.
I sam doskonale wiesz, ze ludzie pracują za tyle a tyle, BO MUSZĄ.
Twoje teorie w systemie, który dopuszcza i traktuje jako NORMALNY stan, gdy z niewiadomych przyczyn człowiek bez wyższego wykształcenia zostaje w wieku 24 lat kierownikiem, a kilka lat później przyjęty z wyższym pracuje za 40% stawki pierwszego na szeregowym stanowisku, sa O KANT DUPY POCZAŚĆ.
Niestety.
To co piszesz ma sens w świecie podręcznikowego liberalizmu.
A nie w Polsce,w której wszystko, do kurwy nędzy, stoi na głowie.
Proponujecie panowie uzdowienie nogi poprzez ucięcie reki. To nie jest właściwa droga. Zgadzam się z Wami, że noga jest chora, ale trzeba się głeboko zastanowić co zrobić, aby ręka pozostała w całości.
System emerytalny padł, a my się czarujemy dalej, kosmetyczne uwagi, och, ach, padł 20 lat temu na początku III RP. Muszą być radykalne zmiany. OFE to jeden z większych przekrętów po 1989 roku i przekręt trwa, potrwa aż do krachu, padu totalnego giełd, walut, rynku papierów bezwartościowych, zawahań nawet w cenach złota, dla mnie to metal jak miedź.